Wywiad z Katarzyną Maniszewską – autorką książki „Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia”.

14339864_565173017006252_401165409_o

„Doszłam do wniosku, że na koniec życia nie będę raczej wspominać zapierających dech w piersi sylabusów, ekscytujących plików excel czy zaskakujących spotkań roboczych…Wtedy postanowiłam wyruszyć w drogę.”

Dziś porozmawiam z panią Katarzyną Maniszewską – autorką książki „Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia”.

PM: Dzień dobry! Dziękuję, że zgodziła się Pani odpowiedzieć na kilka moich pytań! Mam nadzieję, że Pani historia zainspiruje innych do podróżowania i odkrywania świata.

KM: To ja dziękuję za zaproszenie. Bardzo ciekawą stronę Pan prowadzi!

PM: Na początku chciałbym zapytać, skąd wzięła się u Pani pasja do podróżowania? Czy był jakiś jeden moment, w którym uświadomiła sobie Pani, że to może być Pani sposób życia, czy raczej od zawsze było to oczywiste?

KM: To trudne pytanie. Od zawsze interesowałam się… światem. Geografią, historią, sytuacją polityczną w odległych zakątkach globu. Jednak długo zobowiązania zawodowe i naukowe nie pozwalały mi na dalsze podróże. W pewnym momencie przyszła chwila refleksji, w namyśle pomogła też czytana przeze mnie literatura, Mark Twain, Hunter S. Thompson, a przede wszystkim Jack Kerouac. I doszłam do wniosku, że na koniec życia nie będę raczej wspominać zapierających dech w piersi sylabusów, ekscytujących plików excel czy zaskakujących spotkań roboczych… Wtedy postanowiłam wyruszyć w drogę. Nie rzuciłam pracy – ani mnie na to nie stać, ani bym tego nie chciała; lubię to, co robię. Ale obiecałam sobie, że będę znajdować czas na realizację kolejnych podróżniczych marzeń. I tego się trzymam, już od 7 lat.

PM: Chociaż każda podróż jest niezwykła, bo przecież każde miejsca na świecie ma swój niepowtarzalny urok, czy odbyła Pani taką wyprawę, którą uznaje Pani za najfajniejszą w Pani dotychczasowym życiu?

KM: Wyjazd na Wyspę Wielkanocną. Od dziecka – odkąd przeczytałam po raz pierwszy „Kon Tiki” – marzyłam, żeby kiedyś znaleźć się na Wyspie Wielkanocnej. Wyspa uważana jest za najodleglejszy (jeden z najbardziej odizolowanych od świata zewnętrznego) zamieszkały zakątek świata. A moai – czyli słynne kamienne posągi – są spektakularne!  Mierzą kilka metrów, największy znaleziony, acz nie ukończony miał mieć ponad 20 metrów. Proporcjonalnie dużo ważą – po kilkadziesiąt ton. Wykuwano je w  kamieniołomie położonym w kraterze wygasłego wulkanu Rano Raraku. W tym kraterze dziś podziwiać można kilkadziesiąt moai, wyglądających jakby były rozrzucone po cały terenie. Jedne są gotowe do transportu, inne przewróconych w drodze, niektóre stoją krzywo wkopane w ziemię. Wygląda to, jakby nagle „fabryka” moai została opuszczona, a całość zastygła w czasie.

PM: Moje kolejne pytanie wiąże się trochę z poprzednim. Czy ma Pani jakieś jedno ulubione miejsce podróżowania, które regularnie odwiedza Pani co kilka miesięcy lub lat?

KM: Takim miejscem jest Sulawesi, które odwiedzałam już trzykrotnie. To indonezyjska wyspa o fantazyjnym kształcie skorpiona, leży między Borneo a Papuą. Słynie z przedziwnych zwyczajów pogrzebowych mieszkańców regionu Tana Toraja, gdzie wierzy się, że najważniejszym dniem w życiu człowieka jest jego pogrzeb… Ale Sulawesi to nie tylko intrygujące tradycje, to również interesująca sytuacja polityczna (zwłaszcza z punktu widzenia badacza ekstremizmu politycznego), tajemnicze kamienne posągi  w Centralnym Sulawesi (być może bardziej zagadkowe niż moai z Wyspy Wielkanocnej), a także równikowa dżungla z endemicznymi gatunkami, a na północy wyspy jedno z najlepszych miejsc do nurkowania na świecie (podobno, nie jestem w tym temacie specjalnym ekspertem i nie mam skali porównawczej).  Arcyciekawe miejsce!

PM: Porozmawialiśmy trochę o przeszłości, więc teraz wybiegnijmy trochę w przyszłość. Jakie jest miejsce Pani najbliższej podróży? Skąd bierze Pani pomysły na kolejne wyprawy?

KM: Pomysły przychodzą spontanicznie. Często o kierunku decyduje… cena biletu 🙂 Natomiast najbliższa podróż, na przełomie roku, będzie miała pewną myśl przewodnią. Mianowicie planuję okrążyć świat, półkulą południową, w 40 dni, po drodze zahaczając o miejsca, które są owiane tajemnicą, np. geoglify z Nazca czy kamienne miasto znane jako „Wielkie Zimbabwe”. Z tym, że to jest tylko ramowy plan, a jak wyjdzie w praktyce – zobaczymy. Moje podróże charakteryzują się tym, że są niezbyt dokładnie zaplanowane (najczęściej wyruszając w drogę, mam jedynie bilet lotniczy). Zresztą, również przy okazji tej podróży o pierwszym przystanku na trasie zdecydowała cena biletu. Chciałam się dostać do Ameryki Południowej i najkorzystniejszy bilet znalazłam do… Paragwaju, o którym szczerze mówiąc wcześniej nie myślałam jako kierunku wojaży.

PM: Rozmawialiśmy do tej pory o najfajniejszych wyprawach i najciekawszych miejscach, w których Pani była. Na pewno jednak nie w każdym miejscu na świecie czujemy się dobrze. Czy jest jakieś miejsce, którego nigdy nie chce Pani odwiedzić?

KM: Nie ma takiego miejsca, albo o nim jeszcze nie słyszałam 🙂  

PM: Kocha Pani podróżować i żyje swoją pasją. Są jednak ludzie, którzy też czują pociąg do odkrywania świata, ale boją się, że wiąże się to ze zbyt dużym ryzykiem lub kosztami. Co powiedziałaby Pani do takich osób?

KM: Samodzielne, niskobudżetowe podróże z plecakiem to znakomity sposób na sprawdzenie własnych możliwości – pomysłowości, zaradności i zdolności komunikacyjnych. Kopalnia wiedzy o świecie i o… sobie samym. Takie podróżowanie jest również zwykle tańsze, prostsze i wygodniejsze niż w towarzystwie, a co najważniejsze ciekawsze. Co więcej, samodzielne podróżowanie nie oznacza bycia samemu w trasie. Wręcz przeciwnie. O wiele łatwiej nawiązać kontakt, dowiedzieć się czegoś o lokalnym życiu i trafić do miejsc przez turystów nieodwiedzanych. Oczywiście, podróżowanie w pojedynkę to nie jest pasmo radosnych przygód –  nie zawsze jest lekko, zdarza się i zwątpienie, i złość, ale to wszystko jest (przynajmniej dla mnie) częścią doświadczenia, jakim są podróże. Trzeba jednak zawsze kierować się zdrowym rozsądkiem i mierzyć siły na zamiary – jeśli się jest nieśmiałym, nie zna języków, nie potrafi korzystać z kompasu czy mapy, odradzam samodzielne podróże do egzotycznych krajów. Zawsze można wybrać się w podróż z kimś, zebrać nieco podróżniczych doświadczeń i stopniowo przygotowywać się do dalszych, bardziej wymagających eskapad.

Odnośnie kosztów – moim zdaniem, w większości przypadków to kwestia wyborów i priorytetów. Podróż dookoła świata to pewnie niższy koszt niż zakup średniej klasy samochodu… Poza tym pamiętajmy, że w trasie też można pracować; znam ludzi, którzy zwiedzili prawie cały świat najmując się po drodze do różnych dorywczych prac. Ja podróżuję dość tanio – szukam przystępnych cenowo biletów, nocuję w tanich ho(s)telach, ale też nie staram się za wszelką cenę zaoszczędzić i np. bardzo ostrożnie się targuję. Wydaje mi się, że podchodzę do tej kwestii w miarę zdroworozsądkowo tj. staram się ocenić, ile dana rzecz jest dla mnie warta, i tyle zapłacić, zwłaszcza, że często trafiam do miejsc bardzo biednych i wiem, że moje pieniądze naprawdę się przydadzą. Podam przykład: jeśli taksówkarz w Wietnamie chce ode mnie 10 USD za 2 km przejażdżkę  – odmawiam, ale jeśli na Papui kupuję drobne pamiątki od starszej pani to chętnie zapłacę 3 dolary za wisiorek z muszelek, chociaż wiem, że mogłabym cenę zbić. Tylko po co? Dla mnie 5 złotych  różnicy wielkiej nie czyni, a dla tej pani owszem. I polecam wszystkim taką filozofię, chociaż obserwuję, że czasami backpackerzy – z bogatego Zachodu – mają ambicje zbijania ceny w nieskończoność. Nie oceniam, tylko dzielę się swoimi przemyśleniami.

PM: Na koniec chciałbym zapytać jeszcze Panią o książkę. Napisała Pani książkę „Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia”. Jak możemy przeczytać na fanpejdżu, jest to zbiór opowieści z podróży autorki, która samotnie z plecakiem przemierza Azję, trafiając również na Papuę oraz Wyspę Wielkanocną. Skąd wziął się pomysł na taką wyprawę i opisanie jej w książce?

KM: To nie była jedna wyprawa a cykl podróży, publikacja to zatem zbiór opowiadań z różnych krajów. Podróżując piszę, a że często trafiam na (moim zdaniem) ciekawe osoby i historie, chciałam je jakoś zachować. W książce oprócz licznych anegdotek i opisów moich mniej lub bardziej absurdalnych perypetii, poruszam też tematy społecznie ważne – ruchu narodowo-wyzwoleńczego w Papui Zachodniej czy gospodarki rabunkowej na Borneo.  Sądzę (być może błędnie), że może to być interesujące nie tylko dla mnie i moich przyjaciół – stąd pomysł napisania książki.

PM: Dziękuję za rozmowę i życzę wielu wspaniałych podróży!

KM: I wzajemnie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *