Sobotni piknik z nowojorczykami

Central Park 5 - zdjęcie na bloga - z podpisem

Czy pingwiny naprawdę mieszkają w ZOO w Central Parku?

W sobotni poranek mojego pierwszego tygodnia w Nowym Jorku słońce mocno przygrzewało. Niebo było intensywnie błękitne, bez śladu chmur, z których dzień wcześniej padał deszcz i waliły pioruny. Po burzowym piątku przesiedzianym w całości w domu aż mnie nosiło, żeby jechać na Manhattan. Temperatura była jednak na tyle wysoka, że spacerowanie po mieście mogłoby być dosyć męczące. Zdecydowałem więc, że wybiorę się na piknik do Central Parku.

Już wcześniej chciałem się tam wybrać, jednak wyżej na mojej liście priorytetów znajdował się Times Square i Empire State Building, z którego można oglądać niesamowitą panoramę miasta (zdjęcia i opowieść o wyprawie na najwyższy wieżowiec Nowego Jorku są tutaj). Central Park zajmował trzecie miejsce z trzech powodów. Po pierwsze, silnie kojarzy mi się on z moim ulubionym serialem „Przyjaciele”. Monika, Phoebe, Rachel, Chandler, Joe i Ross spędzali większość czasu w kawiarni Central Perk, która znajdowała się tuż przy celu mojej sobotniej podróży i była grą słów. „Perk” znaczy bowiem po angielsku „zaparzać kawę”. Zamiast więc Central PArk (po polsku – park centralny), mamy Central PErk (centralne parzenie kawy). Relaksując się beztrosko na sobotnim pikniku mogłem więc poczuć się, jakbym spędzał czas z bohaterami mojego ulubionego serialu. Drugą przyczyną były pingwiny z Madagaskaru. Mój młodszy brat jest ich wielkim fanem, więc obiecałem mu, że odkryjemy, czy naprawdę żyją one w ZOO w Central Parku. Ostatnim, ale chyba najważniejszym powodem było to, że bardzo lubię pikniki. Ochoczo więc zabrałem się śniadania i pakowania. Po niecałej godzinie siedziałem już w pociągu i jechałem do portu, z którego kursują promy na Manhattan.

Prace nad powstaniem Central Parku zaczęły się w 1857 roku i trwały aż 15 lat. W tym czasie przekształcono teren bagienny w łąki i lasy. Wymagało to zasadzenia kilkuset tysięcy drzew i krzewów oraz nawiezienia 3 mln m³ ziemi. Od tego czasu ten ogromny zielony teren służy nowojorczykom jako miejsce na piknik, jogging lub modlitwę. Od 1980 roku renowacją i dbaniem o piękny wygląd tego miejsca zajmuje organizacja o nazwie Central Park Conservancy. Dzięki niej do dziś jest to idealne miejsce na sobotni relaks, który miałem zamiar tego dnia uskutecznić. Chciałem też zobaczyć, jak robią to nowojorczycy, wtopić się w tłum, w pełni doświadczyć tego miejsca i na te kilka godzin stać się jednym z nich – mieszkańców największego i najsłynniejszego miasta USA.

Moja podróż ze Staten Island, gdzie zatrzymałem się podczas pobytu w mieście, które nigdy nie śpi, do Central Parku była trójetapowa. Zaczęła się w pociągu, którym za darmo można przemieszczać się po wyspie, na której mieszkałem. Podjechałem nim na stację końcową – St.George, gdzie mieści się port, z którego co pół godziny odpływają promy na najsłynniejszą wyspę Nowego Jorku. Ostatnim etapem mojej wyprawy do Central Parku było metro. Już kilka dni wcześniej zaopatrzyłem się w Metro Card. Będąc jeszcze w Polsce zrobiłem rozeznanie w tym zakresie (bardzo to polecam przed każdą wyprawą za granicę) i doszedłem do wniosku, że najbardziej opłacało mi się kupić bilet tygodniowy. Posiadając taki bilet, możemy przez określony czas jeździć dowolną ilość razy metrem. Aby to zrobić, musiałem najpierw nabyć Metro Card, czyli specjalną kartę do metra, którą można dostać za zaledwie 1$ w jednym z automatów, które licznie występują na wszystkich stacjach. Na tę kartę możemy kupić bilet tygodniowy za 31$ lub miesięczny 116,50$. Podróż metrem zajęła mi prawie godzinę, ale w końcu dotarłem!

Widok na Manhattan i port, w którym cumują promy ze Staten Island.
Widok na Manhattan i port, w którym cumują promy ze Staten Island.

Przemieszczając się po Nowym Jorku trzeba być bardzo cierpliwym i mieć świadomość, że zajmie ona dużo czasu, niezależnie od środka transportu, który wybierzesz. Jeśli wybierzesz samochód, czeka ciebie stanie w gigantycznych korkach. Jeśli zdecydujesz się na komunikację miejską, masz wprawdzie do wyboru wiele różnych opcji, ale i tak zajmie ci to dużo czasu, chociażby dlatego, że pociągi, metro, promy, czy autobusy nie jeżdżą co 5 minut, więc trzeba będzie poczekać trochę na stacji, peronie, porcie, czy przystanku. Jeśli chcesz w miarę sprawnie dostać się do celu swojej podróży, musisz być sprytny. Jeśli dobrze dobierzesz środek transportu, może ci to zabrać tylko dwie godziny (zamiast np. trzech). W moim przypadku, gdy chciałem przemieścić się ze Staten Island na Manhattan, zdecydowanie najlepszą opcją jest najpierw pociąg, a potem prom. Nie radzę podróżować na tej trasie samochodem, gdyż stracisz dużo czasu, nerwów i benzyny, tkwiąc w długich korkach. Na samym Manhattanie masz już sporo opcji. Ja jeździłem metrem, ale są też autobusy lub, jeżeli masz nieco więcej pieniędzy, taksówki. Na pewno jednak nie warto brać samochodu, gdyż znalezienie miejsca do parkowania może graniczyć z cudem.

Gdy dotarłem na miejsce, zaskoczył mnie ogrom Central Parku. Ma on powierzchnię aż 341 hektarów. To naprawdę dużo. Dla porównania słynny Hyde Park w Londynie jest dwa razy mniejszy – ma 159 hektarów. Jeszcze mniejsze są polskie parki. Łazienki Królewskie w Warszawie mają powierzchnię 76 hektarów, a krakowskie Planty – 21 hektarów. Central Park to przy nich kolos. Na początku nie bardzo wiedziałem, jak znaleźć tam fajne miejsce na piknik i którędy pójść, aby trafić do ZOO. Na szczęście po kilku chwilach zlokalizowałem budkę informacji turystycznej. Chwilkę pogadałem z siedzącą tam kobietą, która dokładnie wytłumaczyła mi, jak dojść do ogrodu zoologicznego. Dostałem tam również mapkę, dzięki której bez problemu trafiłem do ZOO. Ogród zoologiczny w Central Parku jest bardzo fajny, chociaż dosyć mały. Ma powierzchnię zaledwie 3 hektarów! Jest więc ponad dziesięć razy mniejsze od warszawskiego ZOO. Od początku moim celem było odnalezienie pingwinów. Nie zajęło mi to wiele czasu. Po kilkunastu minutach patrzyłem, jak biało-czarne, nielatające ptaki z Antarktydy pływają sobie beztrosko w akwarium. Zrobiłem kilka zdjęć, jednak przez zabrudzoną szybę nie wyszły zbyt dobre. Nie nadają się one na bloga. Musicie więc uwierzyć mi na słowo. W nowojorskim ZOO w Central Parku żyją pingwiny!

ZOO Central Park 1 - z podpisem
Z powodu brudnej szyby w akwarium nie udało mi się zrobić dobrych zdjęć pingwinom, więc wrzucam Wam zdjęcie fok. Też są fajne! :)

Po wyjściu z ogrodu zoologicznego udałem się na poszukiwania sympatycznej łąki, na której mógłbym poleżeć i zjeść kanapki w towarzystwie nowojorczyków. Było sobotnie przedpołudnie, więc z każdą minutą coraz więcej ludzi pojawiało się w parku. Jedni biegali, inni jeździli rowerami, kilka dzieciaków wspinało się po dużych kamieniach ustawionych przy pięknym jeziorku. Większość osób siedziało jednak na polance naprzeciwko wody. Niektórzy siedzieli na kocach i pracowali, kilka osób drzemało, niektórzy jedli lunch lub popijali sobie chłodzące napoje. Było gorąco więc poszedłem ich śladem i wyjąłem z plecaka butelkę. Popijając wodę wszedłem na polanę i wybrałem miejsce, z którego miałem fajny widok na park. Następnie schowałem butelkę do plecaka, wyjąłem z niego koc i rozłożyłem go na trawie. Przez dobrych dwadzieścia minut leżałem i patrzyłem w niebo rozkoszując się błogim spokojem skrawka zieleni w wielkiej miejskiej dżungli. Prawie w ogóle nie słychać było odgłosów miasta. Cisze przerywały jedynie rozmowy nowojorczyków. Gdy już trochę odpocząłem i nacieszyłem się chwilą, usiadłem i rozejrzałem się po okolicy. Widok był naprawdę niezwykły, popatrzcie sami:

Central Park 1 - z podpisem Central Park 3 - z podpisem Central Park 2 - z podpisem

Chyba największe wrażenie zrobił na mnie widok wieżowców wyłaniających się zza drzew. Leżąc na trawie na polanie między drzewami czułem się, jakbym był na jakichś przedmieściach lub w małym miasteczku, a nie w jednej z największych miejskich aglomeracji na świecie. W Nowym Jorku mieszka ponad 11 miliona ludzi. Jest to siódme największe miasto świata. Spędzając czas w Central Parku naprawdę tego nie czuć. Tylko te wieżowce przypominały mi, że otaczająca mnie zieleń to tylko małą wysepka w morzu wielkiej miejskiej dżungli. Wchodząc do Central Parku miałem wrażenie, jakbym wchodził do zupełnie innego świata, albo cofał się w czasie do XVI wieku, gdy na tych terenach rozciągały się dziewicze puszcze zamieszkiwane przez plemiona indiańskie. Kontrast jest ogromny, trudny wręcz do opisania. Pewnie dlatego rocznie 20 milionów ludzi odwiedza to miejsce. Dla zmęczonego owczym pędem miasta nowojorczyka relaks w spokojnym i cichym Central Parku musi być tym, czym dla spragnionego wędrowca kubek zimnej wody.

Central Park 4 - z podpisem

Central Park to wspaniałe miejsce na sobotni piknik dla każdego turysty odwiedzającego Nowy Jork. To kultowe miejsce po prostu trzeba zobaczyć, poczuć i doświadczyć. Spędziłem tam kilka wspaniałych godzin czytając „Władcę Pierścieni” i napawając się niezwykłością tego miejsca. Wróciłem do domu zadowolony i zrelaksowany. Byłem gotowy, aby w kolejnym tygodniu móc jeszcze bardziej przekonać się, jak to jest żyć w Nowym Jorku – najsłynniejszym mieście świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *