Gdzie zjadłem najlepsze owoce morza?

food-964862_960_720

Bardziej pamięta się smak tradycyjnego jedzenia niż zabytki.

Nazwałem swój blog „W głąb świata”, dlatego że najważniejsze w podróżowaniu jest dla mnie doświadczanie własnymi zmysłami miejsca, które odwiedzam. Samo chodzenie i zwiedzanie, choć niewątpliwie jest bardzo przyjemne i ma swój niezaprzeczalny urok, to dla mnie zdecydowanie za mało. Chcę poczuć, jak żyje się w danym miejscu, na kilka lub kilkanaście dni stać się jego typowym mieszkańcem. To jest, było i zapewne zawsze będzie sendo moich wypraw.

Nie da się ukryć tego, że jednym z najważniejszych aspektów doświadczania danego miejsca, jest jedzenie lokalnych potraw. Dlatego we Włoszech jem spaghetti, w USA burgery, we Francji – croissanty, w Anglii – typowe śniadanie składające się z jajka sadzonego, kiełbaski i innych niezdrowych przysmaków (nigdy jednak nie dałem się skusić na słynną rybę z frytkami – coś mnie od tego powstrzymuje!), a w Belgii – owoce morza. Dziś chciałbym skupić się na tych ostatnich.

Choć powszechnie owoce morza kojarzy się z Francją, dla mnie od zawsze jest to danie belgijskie. To tam pierwszy raz je próbowałem i to tam zjadłem najlepsze krewetki na świecie! Pamiętam ten dzień jak dziś. Było to dobrych kilka lat temu, na głównym placu Brukseli – Grand Placu. Cóż to było za danie! Krewetki były soczyste, mięciutkie, lekko przyprawione, zanurzone w sosie koktajlowym (czyli mieszaninie ketchupu i majonezu), podane ze świeżym i chrupiącym pieczywem z posmakiem czosnkowym. To tradycyjny i najbardziej typowy sposób jedzenia tych owoców morza, jednak choć jadłem tę potrawę wiele razy, nigdy nie smakowała tak jak wtedy. Był to pierwszy raz, gdy jadłem krewetki. Jest to jeden ze smaków, które ukształtowały moje gusta kulinarne. Sprawił on, że na zawsze pozostanę wielkim miłośnikiem owoców morza. Krewetki zaś zajmują w moim jadłospisie szczególne miejsce, chociaż oczywiście z racji na cenę nie jem ich zbyt często w Polsce.

Gdy ostatnio, po latach przerwy odwiedziłem Belgię, już drugiego dnia skierowałem się na Grand Plac, aby zobaczyć, jak się miewa tamta wspaniała restauracja. Ku mojemu rozczarowaniu, w miejscu, gdzie dekadę temu zajadałem się jednym z najlepszych posiłków w moim życiu, dziś była jakaś zupełnie inna knajpka. Nie wiem, skąd ta zmiana. Może innym turystom nie smakowały tamte krewetki? W końcu o gustach się nie dyskutuje. To bez wątpienia ogromna strata. Już nigdy nie zjem takich krewetek…

W Belgii jednak najpopularniejszym owocem morza są małże. Najczęściej spożywa się je gotowane, z frytkami i majonezem. Przyznam szczerze, że nie jest to moje ulubione połączenie. Choć lubię boczek, słoninę i smalec, nawet dla mnie jest to za tłuste. Nie wiem, jak Belgowie mogą tak jeść! O wiele bardziej lubię małże jako składnik spaghetti. Oprócz nich, lubię oddawać do niego małe krewetki i ośmiorniczki. Jest to chyba najczęstsze połączenie. Spaghetti z owocami morza można w gruncie rzeczy zjeść w większości knajpek w Polsce. Dzięki temu nie trzeba jechać do Belgii! Bez wątpienia najsmaczniejsze spaghetti frutti di mare zjadłem w Rzymie. Wprawdzie trochę zirytowało mnie to, że kucharze nie wyjęli owoców morza ze skorupek, przez co dobre 15 minut musiałem dłubać przy jedzeniu, zanim cokolwiek spróbowałem, podczas gdy mój brat w najlepsze zajadał się margheritą, jednak smak był wyborny!

Jeśli chcemy w Polsce zasmakować owoców morza, można oczywiście bez problemu kupić je w większości sklepów spożywczych. Najprostsze w przyrządzeniu są chyba krewetki, do których można dodać sos koktajlowy i podgrzaną bagietkę czosnkową. To dobry wstęp do kulinarnej podróży po tych przysmakach. Zauważyłem, że wiele pizzerii oferuje pizzę z owocami morza. Wprawdzie nie jestem fanem takiego ich podania, ale jeśli ktoś nie czuje się na siłach, aby spróbować klasyczne danie, a lubi pizzę, może okazać się to dla niego najlepszą opcją. Tak jak mówiłem już wcześniej, wiele polskich knajpek podaje również spaghetti frittu di mare.

Polecam każdemu spróbowanie owoców morza. To wspaniała alternatywa dla ryb w dni, kiedy nie chcemy jeść mięsa! Oczywiście najlepiej spróbować je w Belgii, ale równie dobrze można zasmakować w nich w Polsce.

Dobrego dnia!


PS. Jeśli chciałbyś zobaczyć na własne oczy Grand Plac, a więc miejsce, gdzie zjadłem najlepsze krewetki na świecie, polecam mój filmik, na którym pokazuję najważniejsze miejsce w Brukseli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *