Gdy rzeczywistość przerasta wyobrażenia…

img_5209

To była jedna z tych chwil, za które kocham podróże!

Niewiele jest miejsc, które w rzeczywistości są tak wspaniałe, jak nam się wcześniej wydawało. Zwykle przed wyjazdem w jakieś miejsce mamy jego wyidealizowany obraz i podświadomie czujemy pewne rozczarowanie, nawet jeśli nasza wyprawa jest naprawdę udana. Z Manhattanem jest jednak inaczej. On jest dokładnie taki, jak sobie to wyobrażamy, dokładnie taki, jakim przedstawia się go w naszym ulubionych filmach i serialach – po prostu niesamowity! Zakochałem się w nim na maksa i wiem, że często będę tam wracał.

Tak naprawdę nie zachwycił mnie jednak ten Manhattan, który widzimy na obrazkach – panorama drapaczy chmur widziana z mostu Brooklynskiego, czy też Time Square nocą, który możemy obejrzeć na każdym kalendarzu z Nowym Jorkiem. Zachwycił mnie ten prawdziwy Manhattan. Zatłoczone uliczki, mrowisko ludzi, pędzących za lepszym jutrem, ten specyficzny klimat, którego nie da się opisać.

Pamiętam jak podczas drugiej wizyty w centrum Nowego Jorku, zmęczony kilku godzinnym spacerem, poszedłem na pizzę. Lokal prowadzili Azjaci. Ich oferta nie byłą jakoś szczególnie wyszukana – zwykła pizzeria z kawałkami pizzy za 2 dolary – miejsce jakich wiele na Manhattanie. Zamówiłem dwie porcje pepperoni, a do picia colę z lodem i powolutku jadłem, ciesząc się każdą chwilą.

Czułem wtedy, że naprawdę jest to miejsce, w którym chcę być. Siedziałem tam godzinę, gdy skończyłem jeść, popijałem powolutku napój przez słomkę i obserwowałem nowojorczyków wracających z pracy do domu. Na jakiś czas stałem się jednym z nich. Na jakiś czas stałem się mieszkańcem tego niezwykłego miasta – zwykłym nowojorczykiem, który je lunch.

Takie doświadczenie miejsca, które się odwiedza jest nieskończenie fajniejsze niż nawet najlepsze zwiedzanie. Właśnie o to chodzi w podróżowaniu… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *