Czasem wystarczy zwykły uśmiech

Massachusets latem - wersja na bloga - z podpisem

O wizycie na amerykańskiej prowincji.

Moja pierwsza wizyta w Stanach Zjednoczonych składała się z dwóch etapów. Najpierw przez tydzień przebywałem w Nowym Jorku, gdzie przede wszystkim zwiedzałem Manhattan. Po pobycie w tym niesamowitym i zachwycającym, ale też niezwykle zatłoczonym mieście, przyjechałem do cichego i spokojnego kurortu w stanie Massachusetts.

Miejsce, w którym spędziłem kolejne siedem dni mojej wyprawy do USA było naprawdę piękne. Teren był nieco pagórkowy, dużo było lasów i łąk. Znajdowaliśmy się niedaleko gór Appalachów, daleko od jakiegokolwiek większego miasta. Cisza, spokój, idylla – idealne miejsce aby odpocząć i zregenerować siły na wakacjach. Okolica przypominała mi niego Shire – baśniową krainę hobbitów z „Władcy Pierścieni”.

Massachustes latem 2 - z podpisem

Massachustes latem 3 - z podpisem

Pierwszą rzeczą, która zwróciła tu moją uwagę, było dziwne zachowanie ludzi. Rano, zaraz po śniadaniu, postanowiłem zrobić rozpoznanie terenu. Nałożyłem więc wygodne buty i ruszyłem obcować z naturą. Nie zdążyłem zrobić więcej niż dwadzieścia kroków, gdy zobaczyłem nadchodzącego z przeciwnej strony człowieka w podeszłym wieku. Po kilkunastu sekundach dzieliła nas odległość dwóch, może trzech metrów. Nagle, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, nieznajomy zdjął czapkę, ukłonił się i, z uśmiechem na ustach, powiedział „hello”.

Nieco zdezorientowany, odpowiedziałem takim samym powitaniem. Gdy już się minęliśmy, uśmiechnąłem się pod nosem, myśląc, że spotkałem lokalnego dziwaka, który każdego napotkanego człowieka uważa za swojego najlepszego kumpla. Każdy z nas przynajmniej raz w życiu kogoś takiego spotkał. Z każdą kolejną godziną coraz bardziej przekonywałem się jednak, że to ja jestem dziwakiem. Każdy napotkany przechodzień, niezależnie, czy był turystą, czy też miejscowym, zachowywał tak, jak staruszek.

Początkowo traktowałem to z pewną rezerwą. Dlaczego miałbym witać się z obcymi ludźmi, tak jakby byli to moi dobrzy znajomi? Wydawało mi się to dosyć sztuczne. Po pewnym czasie zrozumiałem jednak, że nikt nic nie udaje. Tu ludzie najzwyczajniej w świecie darzą innych szacunkiem. Niezależnie od koloru skóry, płci, religii, czy kultury. Wszyscy podchodzą do siebie z życzliwością. Bo co szkodzi życzyć drugiemu człowiekowi udanego dnia?

Owa serdeczność i życzliwość przejawia się nie tylko w uśmiechu. Dwie, zupełnie obce osoby mogą usiąść razem w bufecie i przy obiedzie gadać ze sobą, jakby znali się od lat. To niesamowicie budujące doświadczenie. Każdego dnia wieczorem wszyscy turyści przychodzili do jadłodajni i wspólnie śpiewali. Wśród pensjonariuszy znalazło się kilku muzykantów – jeden grał na harmonijce, drugi na bębnach, trzeci przygrywał na gitarze. Wyszła z tego całkiem niezła kapela. Atmosfera byłą naprawdę niesamowita.

Myślę, że warto wziąć przykład z tej amerykańskiej prowincji. Warto traktować drugiego człowieka z życzliwością. Warto odnosić się do siebie nawzajem miło i uprzejmie. Nie trzeba wcale zagadywać nieznajomych, żeby wnieść do tego świata trochę dobra. Czasem wystarczy zwykły uśmiech…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *